Zaczynam się na A,funkcjonuje w nieskończoność zwanej Z.
Z niesmakiem zjadam noc,odwiecznie karmioną rewolucyjną myślą o świcie.
Nakarmiona bezcelowością zapuszczę się w głośne nietrwanie manifestujące obecność sztuk teatralnych w życiu kobiety o zastępczych inicjałach A.Z.
Bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart
A czerwień mojej krwi to tylko jakiś żart
I zapominać chcę tak często jak się da
Że nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart
Ty pilnuj moich snów i przychodź kiedy chcesz
Te chwile z moich dni do jednej dłoni zbierz
nie widze dna
maczam ciało w octcie
opowiadam o tym Bogu,znajomym bliższym i dalszym
podobno to przechodzi
z każdym dniem czuje się mniej
nazwałam ten okres przejściowym zmieniam skóre na gorszą,która
nie zna dotyku rzęs ani goryczy czerwonych ust po zderzeniu dusz
tworzy nowe sieci,przyszłe linie ciągłe
jeszcze trzyma nas czas kąpany w niemocy istnienia...
Bóg oddaje mi człowieczeństwo
Chciałam całować spojrzeniem kształty i słowa
Mija
Nieobecna
Nazwałam to procesem bezciebieumierania